Wyspy wyobraźni / Islands of imagination
WYSPY WYOBRAŹNI
"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe.”
A. Einstein
Film „1900: Człowiek legenda” Giuseppe Tornatore opowiada historię pianisty, który całe życie spędza na statku i nigdy nie schodzi na ląd. Pomimo to, dzięki swojej wyobraźni, potrafi ciekawie opowiadać o miejscach, drzewach, miastach i ich atmosferze, jakby widział je wcześniej. Ludzi odbiera jak muzykę, a każdego człowieka jak odrębną melodię, z której czerpie inspiracje do swoich kompozycji. Źródła inspiracji zdają się być niewyczerpane.
Podwójny księżyc odbity w wodzie, kolorowe światła witraży na posadzce w kościele
w Locronan lub czerwone blaski na schodach latarni na wyspie Ouessant, pokazują inną rzeczywistość. W lnianych zasłonach w kwiaty, w zróżnicowanych odcieniach kafelek,
w chmurach na niebie, widzę czasem twarze, zwierzęta, zarysy kontynentów.
Zawsze przyciągały mnie wyspy. Z okresu dzieciństwa zapamiętałam moje dwa rysunki. Jeden z nich to ilustracja legendy o zatopionej wyspie, którą usłyszałam w wieku
6 lat. Była to wyspa Ys, leżąca niedaleko wybrzeży Bretanii.
W szkole średniej przeczytałam „Mitologię celtycką” i moim marzeniem stało się zobaczenie innej bretońskiej wyspy - Sein. W tym czasie, przed lekcjami, często chodziłam też na małą wysepkę połączoną kładką z lądem, obok mego liceum. Po kilku latach zamarzyłam o innej, wielkiej i dalekiej, o Madagaskarze. Wydawało się to nierealne, jak lot na księżyc...
Kiedy jednak moje pragnienia spełniły się i przypłynęłam na Sein, a kilkanaście lat później, na Madagaskarze, o zachodzie słońca stanęłam pośród baobabów w słynnej alei obok Morondavy, czułam niezwykłą radość, spełnienie. Lot na księżyc, stał się rzeczywistością…Mogłam postawić stopę na Nosy Iranja, Nosy Be, Nosy Komba, Sainte Marie, w miejscach, w które dawniej jedynie wpatrywałam się na mapie...
MALGASZE
„ (…) Jestem przechodniem zawsze w drodze
A koniec świata noszę w sobie (…) ” „
„Chińskie morze” Olga Jackowska
Malgasze to rdzenni mieszkańcy Madagaskaru. Tworzą mozaikę złożoną z kilkunastu grup etnicznych. To oni zachwycili mnie na wyspie najbardziej.
Wcześnie rano usiadłam przy drodze w okolicach Morondavy. Moja głowa poruszała się w lewo i w prawo jakby podążała za ruchem piłeczki tenisowej. Na drodze - pomarańczowej ziemi, poruszali się ludzie – w ubraniach kolorowych, podartych, przybrudzonych; bosi, w klapkach; owinięci lambą (pas wielobarwnej tkaniny), niosący na głowach wiadra, kosze, worki; ciągnący, pchający wózki; kobiety z dziećmi na plecach… Ich rytm wyznaczało mora, mora, to znaczy: powolutku. Moją uwagę zwrócił mężczyzna owinięty białą tkaniną. W ręce trzymał kij. Szeroki materiał okrywał mu tułów i głowę, układał się w szerokie fałdy. Miał w sobie coś z ducha…
Kiedy oddalił się, z drugiej strony pojawiła się inna, ciekawa postać... Mogłabym tak patrzeć na nich cały dzień...tak, bez pośpiechu…
TWARZE
„Jak w wodzie [odbija się] oblicze
tak w sercu człowieka, człowiek”
Księga Przysłów 27,19
Pierwszą twarzą, która mnie zainspirowała była twarz mojej mamy. Przyglądałam się jej zmarszczkom. Wyobrażałam sobie, że wędruję między nimi – bruzdami na polu. Od brwi posuwam się powoli do granicy białych włosów – linii horyzontu. Jej twarz stała się dla mnie pięknym pejzażem. Z upływem czasu, powiększająca się ilość zmarszczek, czyniła go coraz ciekawszym.
Mam czasem wrażenie - jest to bardzo rzadkie i ulotne – że uchylają się przede mną „ drzwi” duszy człowieka.
Rzeka na Madagaskarze. Mężczyzna w kapeluszu płynący łódką miał w oczach „tajemnicę”, jakby coś odkrył. Nie mogłam oderwać od niego oczu. Spojrzał na mnie… Patrzyliśmy na siebie w milczeniu… O czym myślał?
Spośród kilkunastu kobiet sprzedających na targu pamiątki na wyspie Nosy Iranja, moją uwagę zwróciła jedna – Celestine. Nie pasowała do ruchliwego otoczenia. Cicha, nieśmiała wśród gwaru, wydawała się zbyt delikatna do sprzedawania czegokolwiek. Innym razem obserwowałam dziewczynę z koszem mandarynek na głowie… Czułam pewną więź z tymi ludźmi, zupełnie ich nie znając...
Niedawno w źrenicach innej osoby zobaczyłam swoje odbicie. Może w twarzach Malgaszy zobaczyłam siebie...
O KOLORACH
W Muzeum Jana Pawła II w Wadowicach, pod szklaną podłogą eksponowane są
w kapsułach, ziemie z miejsc, które odwiedził papież. Jedna z nich wyróżnia się swoją pomarańczową barwą - ziemia z Madagaskaru.
Pomarańczowy to kolor, z którym kojarzy mi się ta wyspa. Różne jego odcienie, aż po ciepłe brązy są nie tylko barwami ziemi, ale też cegieł i budowanych z nich domów (w centralnej części tego kraju), codziennych przedmiotów i elementów stroju, drzew, a nawet ludzi.
Plaża na Nosy Iranja. Na pierwszym planie dziewczynka w fioletowej sukience,
słomkowym kapeluszu, trzymała w dłoniach dwa pomarańczowe kosze. Za nią błękitny ocean i pomarańczowy statek. W oddali niebieskie wzgórza. Chociaż w kadrze przeważały kolory chłodne, to jednak cały obraz emanował...ciepłem.
Czerwone Tsingy. Niezwykłe formy skalne w kształcie iglic i ich otoczenie płonęły kolorami jak ognie. W szerokiej gamie oranżowych odcieni, od zupełnie jasnych, ocieplonych szarougrów, przez żółcienie, pomarańcze aż po kolor rozgorzałych brązów...
Aleja Baobabów w okolicach Morondavy. Popołudnie napełniało aleję rozgrzanym światłem, zabarwiając Malgaszy i baobaby tym samym, ciepłym odcieniem brązu. Ta pora jeszcze bardziej uwidaczniała ich magiczną więź. Ich sylwetki jak puzzle w kolorach miedzi, harmonijnie łączyły niebo i ziemię.
OBRAZ NIENAMALOWANY
W filmie „Sekretne życie Waltera Mitty” tytułowy bohater spotyka w Himalajach fotografa. Czeka on z ustawionym aparatem fotograficznym na pojawienie się śnieżnej pantery zwanej kotem duchem. Chce zrobić wyjątkowe zdjęcie. Rozmawiają... Nagle ukazuje im się pantera, ostrożna i czujna. Patrzą na nią, powiększoną przez obiektyw…
Na pytanie Waltera: kiedy zrobisz zdjęcie? Fotograf odpowiada: Czasem wcale nie robię. Gdy zdarza mi się taka wyjątkowa chwila, wolę w niej trwać ...Trwać tu i teraz…
W centralnej części Madagaskaru podczas podróży, patrząc przez okno samochodu zobaczyłam niezwykłą scenę. Oczarowaną nią, nie chciałam tracić cennych sekund na zrobienie zdjęcia...
Ruchomy kadr... Błękitne niebo. Pomarańczowa ziemia. Wzdłuż drogi biegła dziewczynka.
Trzymała z tyłu, w rozpostartych dłoniach brązowo-żółtą chustę. Pod wpływem ruchu jej rąk, chusta poruszała się… jak skrzydła. Dziewczynka była wielkim motylem...pięknym, beztroskim, radosnym, wolnym…
CZŁOWIEK W CHMURACH
Stoi człowiek na ziemi. Głowę przykrytą ogromnym bagażem i resztę ciała ma w chmurach. Czarna sylwetka na błękitno-białym tle. Ile nas jest w chmurach pomimo codzienności?
PIERWSZE KROKI ŻÓŁWI
Na plaży na Nosy Iranja z jednego dołka wyszło kilkadziesiąt małych, czarnych, niezdarnych żółwi. Instynktownie wszystkie kierowały się w stronę oceanu. Pokonywały zagłębienia w piasku, drobne przeszkody. Docierały do wody. Fale przykrywały je
i odkrywały. W wodzie poruszały się żwawiej. Odpływały jak czarne listki unoszone przez fale.
SPOTKANIE Z LEMUREM
W rezerwacie Ankanin’ny Nofy są różne lemury. Jednemu z nich, z gatunku Indris, podałam kawałek banana. Jedząc delikatnie przytrzymał swoją ręką moją, w której cały czas trzymałam owoc. Pogłaskałam wnętrze jego czarnej dłoni, nasze spojrzenia spotkały się. Jego duże, zielone oczy patrzyły na mnie z łagodnością, a ja miałam wrażenie, że jest to człowiek w przebraniu zwierzęcia...